Co zabierasz ze sobą w drogę? Szczególnie za granicę? Zadajesz sobie to pytanie chociaż raz w roku? No to ten tekst jest dla Ciebie, tak samo jak zresztą tekst Rafała Zawiślaka w Mojmac.pl.

Ja mam dwa problemy – zawsze zastanawiam się ile butów mogę ze sobą zabrać, ile ich potrzebuję, o czym wspominam w tym tekście. Drugim jest zwykle jaki sprzęt elektroniczny ze sobą zabieram, ile go zabieram, gdzie go schowam i jak dużo będzie ważył. Ah, moi butowi czytelnicy, jestem też fanem marki Apple – zdrowym, nie uważam, że jest to najlepsza firma na świecie, ale na pewno jest najlepsza na tym etapie mojego życia dla mnie.

Telefon, tablet, komputer, GoPro, aparat z ciężkim jak cholera obiektywem. Ale i inne detale – przejściówki, słuchawki. Do tego – jak porozumiewać się za granicą ze światem, z bliskimi, jak odpowiadać na Twitterze i wrzucać foty na InstaStory?

Brak problemu w Europie

Europa, a dokładnie Unia Europejska, komunikacyjnie nie jest już problemem, mamy dostęp do bezpłatnego (powiedzmy) roamingu. Oczywiście z ograniczeniami.

Osobiście kompletnie nie sprawdzam ile transferu mam do użycia, nie zastanawiam się nad tym, ale z całą pewnością wyłączone mam zawsze odświeżanie w tle. Nie instaluję aplikacji kontrolujących transfer, ale Rafał dobrze prawi, dla przezornych warto skorzystać z tego rozwiązania.

Gorzej jest na przykład za oceanem. Będąc ostatnio w Nowym Jorku skorzystałem z prostego i wybitnie wygodnego rozwiązania – schowałem kartę z polskim numerem, a do środka iPhone’a wsadziłem kartę z internetem z USA – koszt 40 dolarów + podatek, a miałem do wykorzystania 6GB. Zużyłem 1,7 przez siedem dni.

Będąc w USA nie zastanawiaj się nawet sekundy, wchodzisz do pierwszego lepszego salonu T-Mobile, kartę dostajesz od ręki, aktywowana jest w 2-3 minuty, a przemiła osoba z obsługi zmieni ją na miejscu. Tak, nie musisz mieć ze sobą tego malutkiej zmieniarki do kart SIM, którą dodaje się do każdego iPhone’a. Poza tym, taki pro-tip podróżniczy – jeśli masz kłopot z wyciągnięciem tacki z simem, możesz użyć np. spinacza biurowego – ale bez plastikowej owijki.

Tak w ogóle iPhone jest dla mnie podstawowym narzędziem za granicą. Wszyscy wiemy doskonale jak jest z baterią w telefonach w tych czasach, więc moim nieodłącznym kompanem jest też Apple Battery Case. To pozwala mi na relacjonowanie na żywo, z czego cieszą się zwykle moi czytelnicy.

Poza tym trzymam w telefonie wszystkie najważniejsze informacje. Bilety lotnicze, dostęp do informacji hotelowych, mapy i miejsca, które chcę zwiedzić. Mapy pobieram na telefon, co powinien robić każdy, kto chce zwiedzać.

W moim plecaku zawsze są dwie ładowarki do iPhone

W moim plecaku jest też zawsze miejsce na DWIE ładowarki do telefonu (tak na wszelki wypadek), słuchawki bezprzewodowe oraz fizyczny przewodnik po mieście. Czasami się przydaje – serio.

I ważna uwaga – pamiętaj o tym, że w UK czy USA, potrzeba mieć przejściówki. Wiem, że to brzmi głupio, bo przecież wszyscy o tym wiemy. Wiemy o tym tak, że w kwietniu w Londynie pocałowałem się z brakiem przejściówki i musiałem wyskoczyć z 15 funtów wieczorem w hotelu, gdzie normalnie za taki gadżet płacimy 15-20 PLN.

Do tej pory woziłem też zawsze ze sobą 12′ Macbooka. W ostatnich dniach stałem się posiadaczem iPada 10,5 cala i na wyjazdach ten sprzęt całkowicie zastępuje mi komputer.

Wiesz doskonale, że sprzęt nie jest wszystkim co musisz zabrać. Oto krótka lista człowieka, który w ostatnich 3 latach jeździ bardzo dużo: krople do oczu (noszę soczewki, przydaje się bardzo często, gdy przysnę w samolocie), nawilżone chusteczki, zatyczki do uszu. Biorę też zwykle trochę gotówki lokalnej, na wszelki wypadek, choć jestem zwolennikiem płatności kartą. Niestety momentami zdarzają się problemy z płatnością kartą na przykład w taksówce. Przydaje się też szczoteczka i pasta do zębów, przydają się także tabletki przeciwbólowe oraz plastry.

Na zakończenie zgadzam się z Rafałem w stu procentach jeśli chodzi o sprzęt – jeśli chcesz odpocząć, ogranicz go do minimum.