Chudnę. Może w końcu. Po raz kolejny zresztą także. Temat trwa już jakiś czas, ale musiałem przygotować się do początku tego (chyba) cyklu.

Wiesz kiedy zrozumiałem, że muszę w końcu schudnąć? Kiedy stolik w samolocie do USA – ten wyciągany spod ręki – był na mnie przyciasny. Poważnie, stewardesa chyba poinformowała linie lotnicze i w drodze powrotnej przesadzono mnie do klasy biznes, gdzie miejsca starczyło by jeszcze na mój drugi brzuch.

Ale od początku …

Przede wszystkim mówiłem, pisałem, informowałem, że na blogu będą pojawiały się różne treści, czasem inne niż butowe, ale zawsze cholernie autentyczne, bo traktuję to miejsce jako odskocznię – dla siebie i chcę zrobić z niego małą odskocznię dla Ciebie.

Decyduję się na ruch informowania o zrzuceniu sadła publicznie, bo muszę mieć dodatkową motywację, a tą dodatkową motywacją jesteś Ty mój czytelniku, bo Ty będziesz mnie sprawdzać i kontrolować. Bo to Tobie, będę się musiał i chciał, publicznie wyspowiadać. Choć zdaję sobie sprawę, że mój nadmiar brzucha interesuje Cię tak samo, jak mnie kolejne rewolucje Magdy Gessler i opinie polskich polityków.

To nie będzie zwykłe chudnięcie!

To będzie rozpierdol, który wyrzuci Cię z kapci. Bo nie będę uduchowionym motywatorem, który tłumaczy jak przetwarzać energię słoneczną w spalacz tłuszczu, a dobę wydłużyć do 80 godzin i twierdzić, że wszystko jest tylko i wyłącznie kwestią organizacji czasu. Gówno. Tyle powiem w tym momencie. To będzie cykl o trudnościach, słabościach, pokusach każdego rodzaju. To będzie wspólne rozwiązywanie problemów, mam nadzieję, że czegoś nauczę się też od Ciebie, od ludzi, którzy już mnie wspierają w temacie. Nie jestem bowiem wszechwiedzący i nigdy nie będę, jestem za to otwarty i lubię pracować na żywym organizmie. W tym przypadku będzie to organizm mój.

I będę opowiadał Ci tę historię bez ściemy, będę mówił, jak wpierdolę pół tabliczki czekolady, albo nie będzie mi się chciało iść na trening. No i powiem Ci też, w jakich butach chodzę – bo chyba też chcesz to wiedzieć.

Cel?

W założeniu jest schudnąć, doprowadzić się minimum do stanu sprzed nieco ponad półtorej roku, a najlepiej sprzed lat czterech. Do tego oprócz zmiany obwodów fajnie będzie poprawić się też estetycznie, ale na pewno nie będą to zmiany doprowadzające do celu w 3 miesiące. Dlaczego? Chciałem delikatnie zaznaczyć, że mam nie tylko życie zawodowe, które zajmuje mi bardzo dużo czasu, ale i prywatne, na które czas chcę poświęcać. Niemniej jednak waga jest dla mnie bardzo istotna, bo mój organizm, a dokładnie kolana i kostki zabite podczas gry na asfalcie przez lata, odczuwają trudy dźwigania 96 kilogramów. Tak, tak. Niestety doszło do tak zwanej, profesjonalnej kulkowatości.

Skąd w ogóle wzięły się nadwyżki? Proste jak drut, ruszam się dużo mniej niż za młodu, przemianę materii mam inną, a z wagą walczę zawsze. Jem powietrze i przybieram na wadze. A jak nie jem powietrza, tylko inne frykasy i smakołyki, to wskazówka na wadze leci do przodu niczym licznik w BMW M5.

Moje życie jest proste. Lubię podróżować, często robię to ze względu na pracę – czasu jest mało, przesiadki, poranne wstawanie, późne chodzenie spać, spotkania, jazda samochodem, podczas lunchu piwo, wieczorem drink – choć akurat alkoholu i tak piję bardzo mało. Trafia się taki czas, kiedy w domu jestem mało, przyjeżdżam przepakować walizki, przepakować siebie, odrobić lekcje i ruszam dalej. Poprzedni rok był dla mnie niezwykle trudny pod tym względem, a to 16 wyjazdów do Warszawy w ciągu miesiąca (nie, nie mogłem zostać na miejscu), potem Amsterdam, Dubaj – gdzie nie oszukujmy się, nie pilnujesz żarcia, bo po co? Był listopad, nadeszły święta, nowy rok, znowu siedzisz i jesz. Ja jem też z nudów, do tego nie ograniczam się w niczym. I potem efekty są jasne. A jak zacznę ćwiczyć, to za chwilę łapię kontuzję. Taki łańcuszek, który przerwać jest ciężko.

Wziąłem jednak temat w swoje łapy i idę do przodu. Ale nie idę sam, bo do moich rąk dołączają też z pomocą inni, m.in. Michał, mój dobry ziomek i trener personalny. Stay tuned, będzie ciekawie, obiecuję.

Related Articles

O autorze Zobacz wszystkie wpisy Autor

Szczepan Radzki

Szczepan Radzki

Twórca treści. Dziennikarz. Entuzjasta komunikacji społecznej, promotor #jkdn i sneakerhead. Biegacz i golfista amator. Zakochany w rekreacji. Siódme poty pisarskie wylewa też tutaj – http://bit.ly/1vSJEbk i na TT (@szczepanradzki), a fotki pokazuję tu insta -> @szczepanradzki

1 komentarzDodaj komentarz

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *