To nie będzie normalny tekst na tym blogu, to nie będzie nawet tekst, który znajdziesz gdzie indziej. Piszę właśnie list do Jeffa Staple, Nike, Phila Knighta i każdego sklepu, który miał w swojej ofercie Nike SB Dunk Low Black Pigeon z informacją, że żądam zadośćuczynienia za oszustwo, którego dopuścił się każdy z wyżej wymienionych i ci niewymienieni również.

Piszę ten list ze łzami w oczach, bo zaliczyłem spektakularną porażkę. Wielkie, pieprzone L. Nie tylko ja zresztą, bo kilku moich kumpli zajaranych linią SB i dokupujący sobie co chwilę kolejne parki SB Dunk, ma dokładnie to samo. Kolegialnie możemy więc wytoczyć pozew zbiorowy z podpisami trzech, może nawet czterech osób. Tak, tak, problemy Nike dopiero się zaczną kiedy nasze dokumenty trafią do sądu w Legnicy – tam oni z Kurią dobrze żyją słyszałem, a nasza sprawa jest trochę duchowa, więc będzie nam łatwiej argumentować uszczerbek na wierze.

Do tego Legnica, zwane były kiedyś Małą Moskwą – powstał nawet film o tym tytule, który opowiada o losach kilku osób mieszkających i działających na terenach Legnicy – a jak wiemy wschód z zachodem nie za bardzo ze sobą przepada, więc strategicznie uznaliśmy, że pomoc tego typu będzie bardzo wskazana. Jak tylko nasze dokumenty wpłyną do biur sądu, spodziewamy się zaplanowanych działań przeciwko sytuacji wywołanej przez amerykanów i ich oddziały rozmieszczone po całym świecie, w Amsterdamie, Berlinie, Londynie – to te nam najbliższe.

K jak kolejka

Ta stojąca w internecie była długa, ale musiała rozejść się bardzo szybko, bo buty sprzedały się w zaledwie kilka minut na Nike.com. Próby kupienia gdzie indziej też nie były zbyt udane, do tego niektóre sklepy już na starcie wystawiały obuwie za wyższe pieniążki – nawet o 40, 50 Euro więcej. Trochę pewnie, aby zarobić, ale też po to, aby odstraszyć chcących kupić buta tylko w celu odsprzedaży. Była to opcja jak najbardziej do rozważenia, bo tam obuwie wisiało minimalnie dłużej, ale zrezygnowałem. Płaczę teraz jak bóbr, zalewam się łzami, irytacją, frustracją, zazdrością i nienawiścią do tych, którzy kupili. Za bardzo wierzyłem, ufałem Philowi i Jeffowi – zawiedliście mnie. Dobrze, że miałem lekkiego kaca po degustacji Rumu ze świetnym przedstawieniem całej historii trunku, inaczej bym chyba się rozpłynął.

L – jak porażka

Tak, jak się dobrze domyślasz ja osobiście zaliczyłem nie jedną, a dwie porażki. Prawdę mówiąc spodziewałem się, że Nike Sb Dunk Low Black Pigeon będzie trochę więcej niż było, zastanawiałem się nawet nad tym, że ceny odsprzedaży nie będą niezwykle wysokie. Na ten moment jestem gdzieś po środku, bo po necie chodzą oferty w okolicach 800 złotych, ale widziałem też takie za dwa razy tyle i to w dolarach. Co niektórych też poniosło i wystawiają buty z 3000 zielonych. Ja mówię, że można poszukać numerów telefonów do jednostek specjalistycznych, które z dbałością o detale zajmą się kompleksowo psychiką ziomeczka. Taka usługa nie będzie tania, ale może jak sprzeda te buty, to wystarczy na kilka sesji. Ewentualnie proponuję też wersję tańszą.

 

C jak czas i cierpliwość

Drugi raz wierzę mocno, ufam i trzymam kciuki, że wysokie ceny odsprzedaży są tylko chwilowe. Black Pigeon to nie wersja OG, której na świecie jest zaledwie 300 par. Nie może tak być, po prostu nie może (piszę to krzycząc piskliwym głosem), a cena musi spaść. Będę ja, jak i moi koledzy, cierpliwie czekał, kiedy minie czas na odesłanie buta do Nike, kiedy nagle okaże się, że 469 PLN utopione w bucie, to jednak za dużo, a kasę trzeba oddać ziomkowi, albo komuś tam innemu z rodziny. Wtedy przyjdzie czas odsyłek, nerwowego szukania pudła z naklejką. Na jednej z grup w komentarzach już pytano, czy ktokolwiek kupił sobie buta, a nie kupił go w celu zarobku. Tak, dobrze się domyślasz, było echo i kolejne ceny.

G jak gratulacje

Szczere, od serca, tym, którzy kupili dla siebie. Tym, którzy nawet bez bomby na SB Dunk Low, chcieli poczuć klimat Gołębia, klimat Nowego Jorku, poznać historię tego niezwykłego i zaskakującego, fascynującego projektu. Projektu, który nie był modą, ale zbudował kulturę – albo przynajmniej ją odświeżył, przebudował z uliczną zajawką. Gratulacje mordki! Mówię to przez zaciśnięte zęby, ale naprawdę szczerze.

Jeśli jeszcze nie znasz historii Gołębia, to kliknij w link poniżej, a ja tymczasem idę szukać znaczków pocztowych, aby wysłać nasze pisma!

Pigeon – czyli czy gołąb zmienił wszystko?

Related Articles

O autorze Zobacz wszystkie wpisy Autor

Szczepan Radzki

Szczepan Radzki

Twórca treści. Dziennikarz. Entuzjasta komunikacji społecznej, promotor #jkdn i sneakerhead. Biegacz i golfista amator. Zakochany w rekreacji. Siódme poty pisarskie wylewa też tutaj - http://bit.ly/1vSJEbk i na TT (@szczepanradzki), a fotki pokazuję tu insta -> @szczepanradzki

5 komentarzyDodaj komentarz

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *