Nie wiem w jaki sposób mogłes lub mogłaś, przegapić tego buta. Nie wiem, poważnie. Ba, nawet nie przegapić, ale po prostu go przespać, uważam, że to jeden z większych błędów jakie można było popełnić w tym roku – przynajmniej do dzisiaj. Mówię o Air Max 1 Aqua. Pierwsze wydanie retro i pierwsze w męskich rozmiarach, bo OG były tylko damskie.

Nie wiem, co chwilę chodzi mi po głowie to pytanie, gdy tylko wyciągam tę kolorystykę z pudełka. Wstęp jest tylko po to, aby nawiązać we wpisie do butów, butów które towarzyszyły sytuacjom opisanym poniżej.

Świat jest piękny, kraj też, ale ludzie … niekoniecznie. To taka delikatna parafraza słynnych i wielokrotnie przerabianych słów Józefa Piłsudskiego.

Choć ja akurat jestem naiwnym palantem i wierzę w ogólne dobro oraz wzajemną pomoc. Tylko, że to, co czasami obserwuję, powoduje, że otwiera mi się nóż w kieszeni.

Wyobraź sobie, że przeżyłem ostatnio dwa szoki. Pierwszy, to głupia sprawa związana z tym, że zgubiłem potwierdzenie nadania paczki do USA – wydaje mi się, że leci ona już za długo, a nie mam jak sprawdzić czy statek po prostu nie zatonął. Uwaga, mam jednak fakturę, więc żyjąc w przeświadczeniu, że to jest jakiś tam dokument, który do czegoś się odnosi, nie tylko do tego, że zapłacę mniejszy podatek dochodowy i VAT.

Nope. Szczerze się zawiodłem, nie ma opcji. Najgłupsza jest jednak rozmowa, którą odbyłem, a w zasadzie odpowiedzi, które otrzymałem. Krótko mówiąc, pieprzony matrix.

Zaznaczam, nie mam numeru nadania, po prostu. Zgubiłem numer nadania i nie jestem w stanie sprawdzić paczki w internetach. O czym skrupulatnie i z detalami informuję panią na infolinii, pytając, czy mogę uzyskać numer nadania, albo w jakikolwiek inny sposób dotrzeć do niego, mając FV. Pierwsza część odpowiedzi jest ok (tzn nie jest, bo mi się nie podoba) i brzmi nie.

Druga jest jednak kosmosem. – Proszę pana, numer nadania może pan uzyskać jedynie posiadając oryginał nadania.

Mam mindfuck. Totalny, całkowity mindfuck. Pytam więc, czy jakbym miał oryginał nadania, gdzie jest numer nadania, to bym potrzebował uzyskać od niej numer nadania. Odpowiedź brzmi – nie wiem, ale nie mając oryginału nie otrzyma pan numeru.

Rozłączyłem się kulturalnym, dziękuję i cichutkim ja pierdolę pod nosem.

Druga akcja robi mi mindfuck do dziś. Wracałem z mojego rodzinnego miasta kolejką. Lubię czasem mieć chwilę czasu dla siebie, poczytać, popracować i nie prowadzić samochodu w kółko. I chyba trafiłem na przesilenie. W stronę Zgorzelca, już na trzeciej stacji – w pociągu – zemdlał jakiś młody chłopak. Szybko jednak doszedł do siebie i wyszedł z dziewczyną na peronie. W drodze powrotnej nie było tak łatwo. W Zebrzydowej, kawałek przed Bolesławcem, w całym pociągu słychać było głośne HILFE.

Typowy śmieszek odezwał się we mnie, pomyślałem sobie, że ledwo chłopaki przekroczyli granicę z Polską (pociąg jedzie z Drezna) i już im się stare czasy przypomniały. Ale śmiechu było mało, bo zemdlał kolejny gość, ten natomiast już dość poważnie. Koledzy, niemcy, nie mogli go dobudzić, nie reagował, po prostu warzywo. Dobrze, że oddychał.

I uwaga, nagle w pociągu, który jedzie z graniczącego z niemcami miasta – NIKT, ale to absolutnie NIKT nie rozmawia po niemiecku. Ludzie patrzą, ale nie reagują, konduktor podbiegł, ale też nie znał języka. Dogadaliśmy się po angielsku, konduktor przytomnie wezwał karetkę, powiedziałem panom, że za około 10 minut będziemy w Bolesławcu, bo to kolejna stacja. Ale sytuacja jest naprawdę poważna, chłop zaczyna tracić oddech, jego kolega krzyczy do niego po niemiecku.

I nagle rozlega się krzyk – zamknij się kurwa niemcu. W tym miejscu zabrakło mi słów.

Całe szczęście w pociągu była pielęgniarka, która w maksymalnie możliwie zaopiekowała się gościem, uspokoiła jego kolegów, bo mówiła płynnie po niemiecku. Nie wiedziała jednak wcześniej co się dzieje, bo miała słuchawki na uszach, dopiero po chwilowym poruszeniu zdjęła je i odwróciła się w stronę sytuacji.

Inni pasażerowie powodowali, że mój wszechobecny długi jęzor, nie chciał komentować, aby przypadkiem nie wywołać kolejnego zamieszania. A to jednemu było ciepło (nie, nie było w pociągu ani duszno, ani gorąco, nic) i z oburzeniem rozmawiał z konduktorem, mówiąc, aby włączyć klimę. Inna pani była zbulwesrowana, że tak długo stoimy w Bolesławcu i czemu karetki jeszcze nie ma/czemu jeszcze nie odjechała, a my nie ruszyliśmy, bo jej się śpieszy. Ręce opadają.

Myślałem, naiwnie, znowu jak ten palant, że ten dzień się już skończył, że dość przygód na dziś. Nope. 🙂 W Środzie Śląskiej czekaliśmy na policję, bo ktoś w pocągu się awanturował. Kolejny raz padło genialne pytanie – czy nie możemy ruszyć, bo jakiejś paniusi się śpieszy.

Ziomalko, mordeczko kochana, mi też się śpieszyło. Był piątek, Playstation samo sobie nie pogra! Rozumisz?

I teraz mam pytanie – naprawdę w tym świecie tak jest? Czy ja żyję pod jakimś kloszem, w bańce mydlanej? Nie wydaje mi się, żeby tak było, jak widzę, że komuś dzieje się krzywda, ma jakiś problem, jeszcze tak poważny, jak ten w pociągu, to staram się pomóc. Niezależnie od narodowości. Co więcej, ostatnio byłem też świadkiem kiedy dzieciaki 14-16 lat – wrzucały do jednego z centrów handlowych kamienie. Nikt ze zgromadzonych w bliskiej odległości nie zwrócił im uwagi, każdy odwraca głowę. Ludzie, poważnie boicie się takich dzieci? Oni po jednym opierdolu, mają pełnego pampersa. Niezbyt często zdarzy się, aby odpyskowali, albo co więcej coś Ci zrobili. To przestraszone, nieznające życia dzieciaki, które chcą zaimponować kumplom i laskom zgromadzonym wokół, swoją głupotą i teoretycznym łobuziarstwem oraz byciem cool. Cwaniakami są tylko do momentu, kiedy nie odwrócisz w jego stronę głowy.

Wiesz czemu o tym mówię? Bo wiem, że jak my o siebie nie zadbamy, nie pomożemy sobie nawzajem, nie zwrócimy czasem uwagi, że ktoś robi źle i głupio, to dalej będziemy mieli zafajdane chodniki. Mi też kiedyś zwrócono uwagę, jak rzucałem kamieniami w szyby – bo byłem nastolenim jełopem.

P.S. Choć uważaj na uszy, jak są pozawijane, poobijane, to lepiej nie startować 😉