Tak, wiem, trenerzy i różni ludzie mówią zmuś się. No i w większości przypadków faktycznie warto się zmusić, bo na dłuższą metę opanuje Cię lenistwo, siedzenie na tyłku przed telewizorem i telefonem w łapie. Jedząc smaczne, ale niezbyt dobre dla naszego organizmu żarcie i popijając piwo.

Jestem przeciwny takim nawykom, bo lubię być ciągle w ruchu i czuć spełnienie. Czasem jednak warto powiedzieć – pierdolę to wszystko i zrezygnować z planu dnia. Przez kolejną godzinę chodzę, kurwię, myślę czy iść na trening, a może wykorzystać ostatnie dni słońca i iść pobiegać, albo pojeździć na rowerze. Unikam tłumów, miejsc zaludnionych – chyba, że do tego momentu upiję się w domu japońską whisky.

Przed przejściem do meritum, co robię w dni niechęci krótka historia

U mnie najczęściej ma to miejsce w sobotę, kiedy mój organizm (chyba już o tym pisałem) jakby z automatu wyczuwał, że dziś może powiedzieć mi – sorry ziom, ja chcę porobić nic. I raz na jakiś czas ja mu się poddaję, często dodając do tego wkurwienie na wszystko dookoła, w tym ludzi i absolutną, nieskrywaną niechęć. Nie jestem wtedy niestety przyjemny, w związku z tym, że na co dzień jestem ekstrawertyczny i miły, w takie dni zamykam się w swojej głowie, dzwoniący telefon mnie denerwuje, na wiadomości nie odpowiadam, bo wolę nie być nieprzyjemny, a potem przeprasza. No chyba, że dzwoni ktoś, kogo nie lubię, wtedy odbieram i wylewam głębokie zakamarki mojego charakteru.

Masz to? Na pewno to masz, bo każdy z nas to ma. Czasem chcę zostać sam, czasem jestem ugotowany pod korek, a lont w dynamicie jest krótszy niż nanosekunda.

… i meritum

Ja się poddaję. Tak całkowicie. Wymyślam zwykle coś, na co nie mam czasu w tygodniu, staram się też standardowo, sporo chodzić, pospacerować, zaglądać tam, gdzie nie zaglądam normalnie. Ale nie wychodzę poza moją strefę komfortu. Czytam, łapię książki i komiksy, wszystko to robię wyłączając środowisko zewnętrzne. Ostatnio zasiadłem mocno do książki, która leżała u mnie już jakiś czas – Navy SEALS. Historie prawdziwe. Rewelacja, dla mnie także ciekawa dawka wiedzy, motywacji i pewnego rodzaju wskazówek. To co bowiem robią SEALS, jest niezwykłe, a wiele rozwiązań przydaje się w naszym życiu.

Gram też na PS4, ale staram się nie nadużywać tego narzędzia, szczególnie kiedy nie mam gier, w których strzelam – tak, jestem amatorskim fanem serii Call Of Duty i Battlefield.

Szukam sobie też różnej muzyki, ale tak jak mówiłem, nie wychodzę daleko poza strefę komfortu i często słucham The Get Down – There But for the Grace of God Go I. Rytmiczne i przyjemne.

Generalnie …

… mam po prostu w dupie, bo jestem najzwyczajniej w świecie przemęczony, nawet nie zmęczony. Nie robię treningu, nie robię nic, co mnie męczy, staram się znaleźć coś relaksującego, ale rozwijającego.

Trochę zawsze myślę o takim męskim spa, choć momentami mam wrażenie, że to sprowadza się do nocnego pijaństwa i porannego rzygania.

Jedyne czym w tym czasie realnie się przejmuję, to przygotowanie planu kolejnych dni, aby o niczym nie zapomnieć, aby zrealizować zadania i być przygotowanym na nowe wyzwania.

Konkluzja jest taka …

… żeby czasami po prostu wszystkim pierdolnąć. Jesteśmy tylko ludźmi, a jak tak jak ja, masz czasami huśtawki, to polecam olanie.

Jeden z moich znajomych zapytał mnie ostatnio podczas rozmowy o pozytywnym podejściu, co jest złego w byciu uber-pozytywnym. Wiesz, takim w sensie, nasłuchałem się coachingów wpierających jak to cudownym jest, że się dziś obudziłem i dziękuję kawałkowi szmaty pod moimi nogami, że to tak wspaniałe i mięciutkie materiałowe coś gilga moje stopy.

Wiesz co w tym złego? Nic. Absolutnie nic. Z tym tylko, że moje podejście do życia jest takie, że jako ludzie, posiadający całą paletę emocji, powinniśmy przeżywać je wszystkie, aby w pełni czuć życie. Czasem musimy być smutni, musi być nam przykro, możemy być wkurwieni i zadowoleni ze znalezionego na ziemi kamienia. Ważne, z mojej perspektywy, jest to, aby te chwile niechęci – o której tu piszę – były dla nas momentem (chciałem napisać refleksji, ale to brzmi jak z podręcznika jebniętego coacha), analizy.

Enjoy mordo 🙂

Related Articles

O autorze Zobacz wszystkie wpisy Autor

Szczepan Radzki

Szczepan Radzki

Twórca treści. Dziennikarz. Entuzjasta komunikacji społecznej, promotor #jkdn i sneakerhead. Biegacz i golfista amator. Zakochany w rekreacji. Siódme poty pisarskie wylewa też tutaj - http://bit.ly/1vSJEbk i na TT (@szczepanradzki), a fotki pokazuję tu insta -> @szczepanradzki

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *