A co gdybym miał powrócić do starych nawyków i zacząć ponownie ćwiczyć w domu? Obecnie nie jest to dla mnie najlepsza forma, bo zawsze znajdę wymówkę, ale kiedyś uwielbiałem zrobić dobry, mocny trening przed telewizorem. Trochę jak panie uwielbiające Jane Fondę, skakałem i robiłem różne wygibasy do pana pokazującego mi jakie ćwiczenie teraz wykonać. Ten pan to Tony Horton, gość, który wymyślił bardzo fajny i ciekawy trening fintesowy P90X (i wiele jego wariacji zresztą). Byłem bardzo zadowolony z tych ćwiczeń, do dziś wspominam je jako najlepsza forma mojego życia. Ale o detalach kiedy indziej, bo liczy się raczej idea.

Druga część przydługiego wstępu

Obecnie zaliczam małe kombo – trening EMS + siłownia kiedy potrzebuję. Często raczej pod kardio niż ćwiczenia siłowe i gdy nie chcę siedzieć w domu, lub muszę rozładować nadmiar energii lub stresu. W lecie i wiosną kardio to dla mnie wyjście pobiegać, więc karnet do McFit leży głęboko schowany.
Wieczorami zastanawiam się jednak, czy czasami nie zacząć robić małego rozruchu w domu. P90X to za dużo czasu, ale takie 20-30 minut ćwiczeń o poranku, nie jest wcale głupim wyjściem – o ile ktoś lubi, bo uważam, że trening w domu wymaga większej siły woli i motywacji niż wyjście na siłownię.
Dlaczego? Musisz siedzieć w domu, gdzie masz wiele rozpraszaczy, Netflix, komputer, tablet, książka, coś zawsze trzeba posprzątać, a może po prostu iść spać. Jest taka zasada w bieganiu, a także treningu na siłowni, jeśli ci się nie chce, przebierz się i wyjdź z domu, decyzję o tym, czy idziesz pobiegać, podejmujesz przed budynkiem – przebrana/przebrany. Działa. W domu … w trzy sekundy się rozbierasz i siadasz na kanapie. Zaufaj mi, robiłem tak.
Musisz więc uzbroić się w odpowiedni mindset.

Sprzęt?

Gdy lata temu robiłem P90X, wiele osób pytało mnie, czy to trening bez przyrządów. w 80-90 procentach tak, ale zawsze czegoś potrzebujesz. Poza tym, zabawki zawsze powodują (albo przynajmniej często), że jesteśmy dodatkowo zmotywowani. W P90X potrzebowałem krzesła, ot w domu najczęściej jest, ale przydają się też expandery (takie gumy do rozciągania) i hantle. Choćby najprostsze.

Ekspander da Ci możliwość zastąpienia hantli i spory zakres siłowy, do tego zakładając specjalne kółeczko za zamknięte drzwi, albo okno, możesz zrobić naprawdę fajny trening na plecy, ramiona i barki. Do tego gumy można spokojnie spakować do walizki czy plecaka, gdy jedziesz gdziekolwiek – jak to np. w moim wypadku ma miejsce dość często. Ja lubię te ze zmienną siłą naprężenia gumy – o takie.

Osobiście szanuję ekspandery, ale lubię mieć też hantle, czuję żelazo, jak prawdziwy facet, czuję, że praca, którą wykonuję jest podobna do tej, którą wykonywał Sylvester Stalone w Rocky’m. To takie prawdziwe dźwiganie, mięsień czuje, że ma doczynienia z surowym, pięknym ruchem. Sprawdzają się nawet najprostsze hantelki, warto jednak by miały dobrze wykonane zaciski, moje niestety często się rozkręcają.

Warto też mieć drążek do podciągania, nawet samo wiszenie na nim na początku, gdy nie masz zbyt dużo siły, aby się podciągnąć (o, to np. ciągle ja), robi robotę z mięśniami. Bardzo, bardzo poważną robotę. I taki tip dla słabiaków, jak ja – możesz podciągać się z jedną nogą na krześle, będzie lżej.

Cena? Niewielka – zestaw hantle + ekspandery to koszt 120-150 PLN. Nie, nie potrzebujesz nie wiadomo jak profesjonalnego sprzętu za miliard. Dolicz drążek jeśli chcesz, za 50-100 złotych, tylko pamiętaj, żeby miał na końcu gumy, gdy chcesz zamontować go w drzwiach (nie, nie spadł mi nigdy, nawet gdy na budziku miałem 94 KG). Hantle możesz ewentualnie zastąpić ketlem, ale wtedy uważaj na żyrandol w domu, gdy wykonujesz snatche 😉
Aha i jak zamówisz hantle kurierem, to przeproś kuriera, daj mu napiwek, czy coś. Mój miał windę, ale niósł z samochodu prawie 30 kilogramową paczkę i nie wyglądał pod drzwiami najlepiej. 😄

Marzenie … bieżnia, gdyby tylko w domu było więcej miejsca

Moim małym marzeniem, którego nie spełnię, bo nie mam na tyle miejsca (tak, powiedz to, że większość tego miejsca zajmują buty), jest posiadanie w domu bieżni. Biegałbym, ale nie wiem jak na to zapatrywaliby się moi sąsiedzi z dołu, bo chyba mogliby słyszeć jak się przemieszczam. Ale bieżnia to super sprawa, można oglądać telewizję, wiadomości, seriale i jednocześnie ćwiczyć (na siłowni odpalam YouTube biegając, nadrabiam tym samym zaległości). Robi tak z treningiem rowerowym mój znajomy Łukasz Grass i ogólnie bardzo mocno ten element wzoruję na nim. Cichszy do mieszkania jest chyba orbitrek, albo rower. Rower mnie nudzi, ale orbitrek to może być dobre wyjście.

A może TRX?

To jest chyba najlepszy pomysł ze wszystkich. Można go zabrać i przymocować do drzewa w parku, gdziekolwiek w domu (przy odpowiedniej liczbie miejsca) i generalnie jest niedrogi, a ćwiczymy z obciążeniem własnego ciała. Kilka razy miałem przyjemność bawić się TRX podczas treningu EMS i byłem bardzo zadowolony, choć ryczałem jak bóbr kiedy trener tyrał mnie o jeszcze jedno powtórzenie. W domu byłbym w stanie z jedno odpuścić! Ot i to jest zaleta treningu w domowym zaciszu 😉

Related Articles

O autorze Zobacz wszystkie wpisy Autor

Szczepan Radzki

Szczepan Radzki

Twórca treści. Dziennikarz. Entuzjasta komunikacji społecznej, promotor #jkdn i sneakerhead. Biegacz i golfista amator. Zakochany w rekreacji. Siódme poty pisarskie wylewa też tutaj – http://bit.ly/1vSJEbk i na TT (@szczepanradzki), a fotki pokazuję tu insta -> @szczepanradzki

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *