Tak na marginesie, bardzo lubię to słowo – doznania. Drugim bardzo fajnym jest słowo doświadczenie.

Picie alkoholu dla mnie osobiście nie jest niczym wybitnym, nie ma w tym nic fajnego jeśli założeniem jest się nachlać. Oczywiście jeśli tak do tego podchodzisz, Twoja sprawa, rób co uważasz. Dla mnie odnajdowanie smaków, poznawanie ich, uczenie się świata innego niż codzienność, jest o wiele więcej warte niż bus pełen Off-White czy złota posypka.

Umiejętność rozpoznania smaku, zapachu, który ktoś pieczołowicie przygotował, to doświadczenie ponadprzeciętne, szczególnie jeśli nigdy nie spodziewałeś się tego, że nagle kubki smakowe zaczną myśleć o tym co w nich ląduje, zupełnie inaczej. To już nie alkohol, to poezja, sztuka, przeniesienie w zupełnie inny świat. Nauka łączenia tych smaków, rozpływania się w nich jest czymś interesującym i wciągającym. Wcale nie muszę też posiadać w domu każdej butelki whisky, czy rumu, aby rozpoznawać, poznawać. Można spotkać się z ludźmi na degustacji, zacząć przygodę w sposób, którego – uwierz mi – kompletnie się nie spodziewasz. Wiedza, która zostaje przekazana podczas takich spotkań jest czymś genialnym, otwiera oczy.

Jeśli śledzisz mnie na Instagramie, to wiesz, że staram się w kilku miejscach bywać. A ostantio, na zaproszenie kolegów z Black Beard Wrocław, zobaczyłem kilka rzeczy, które normalnie nie są dostępne dla publiczności. Panowie odpowiedzialni m.in. za Rum Love Festiwal sprowadzili do Wrocławia zegarek, którego na świecie jest zaledwie 59 sztuk. W jego sercu, choć w sumie można powiedzieć płucu, bo na godzinie 11:00 znajduje się kropla najstarszego rumu jaki jest znany światu. Dlaczego na 11? To ukłon historyczny i fajna ciekawostka. O tej bowiem godzinie marynarze otrzymywali swój przydział rumu, a zegarek co 12h nam o tym przypomina. Kropla pochodzi z 1780 roku i została znaleziona w butelkach w 2011 roku. Księga Rekordów Guinnessa wydała certyfikat potwierdzający autentyczność, a samo rozlewanie kropelek odbywało się w asyście notariusza.

Zegarek jest wart 90 tysięcy złotych. Firma, która go stworzyła, Wealth Solution, pochodzi z Polski i ma w swoim portfolio także zegarek z whisky, koniakiem czy firmą Czapek (z tego co pamiętam z opowieści, to pan, który współpracował, albo zakładał firmę Pattek Philipe). Przemiła Pani Magda pokazała nam też złotą monetę z kroplą whisky w środku – whisky z 1862 roku. Nie odrywała od nas oczu, nie dziwię się, skoro ta moneta jest warta 40 tysięcy złotych. Mój dziadek chciał kupić, ale przestrzelił się leciutko cenowo. 😉

Na co dzień nie widzisz, przynajmniej ja nie widzę, takich przedmiotów. I to był tylko smaczek w doświadczeniu, bo oczywiście przygotowana była degustacja – rumów i cygar. Przechodzimy więc płynnie do najważniejszego punktu wieczoru – picie i palenie 😀

O whisky wiem coś tam, ale ciągle bardzo mało, o rumie jeszcze mniej, ale jego smaki są naprawdę szybko i sprawnie wyczuwalne, szczególnie jeśli chodzi o różnicę w stylach (Hiszpański, Angielski, Francuski). I tak samo jak potrawę do wina (lub odwrotnie) tutaj także można dobrać odpowiednie cygaro do rumu, tak aby smaki się uzupełniały i sprawiały, że odpływamy w inny świat. Pojechałem bezpiecznie, do rumu Angostura przemiły pan podał mi cygaro odpowiednie do tego właśnie trunku.

Wypiłem 70 gram, świetnie grało ze smakiem palonych liści … a potem odfrunąłem, bo zapomniałem, że tak grubego kabana nie można palić tak szybko. Zapomniałem się, bo musiałem chwilę porozmawiać przez telefon. Kilka pociągnięć – bez zaciągania oczywiście – i światełko w tunelu zaczęło przygasać. Trochę przeraził się nawet mój kolega Marcin z Wroclovers, który mówił, że poczerwieniałem i widać było, że odfruwam. Ehe, nie wiedziałem czy spać na stojąco, czy znaleźć jakieś siedzonko 😉

A w tym wszystkim chodziło właśnie o to, aby przeżyć (no, dla mnie ma to podwójne znaczenie;)) coś innego. Nie chodzi wcale o posiadanie tej monety, tego zegarka, ale o całość która toczy się dookoła, o poznanie tych detali, drobiazgów, odsłonięcie zasłony, która jest rozwieszona przed nami. Chodzi o zaglądanie gdzieś, gdzie nie spodziewasz się zaglądać, ba nawet nie wiesz, że tamto miejsce istnieje. Chodzi o tą rozmowę, wymianę doświadczeń, kontaktów. Wiesz, kiedyś tak było też w butgrze 🙂