Na tej ścianie stało 105 par butów. Wartość? Myślę, że spokojnie dwa dobre mieszkania w dużych miastach w Polsce. Ściana, która zrobiła wrażenie na wielu osobach. Niektóre z nich mówiły mi nawet, że czegoś tak imponującego nie widziały dawno, o ile wcale.

Tak, oto na filmiku powyżej widzisz boloński Back Door Bottega, sklep mieszczący się w samym centrum tego pięknego, kameralnego miasta (poniżej masz mapkę). I robi cholerne, cholerne wrażenie.

Sklep jest dwupoziomowy, zerówka i minus jeden. Na zerówce miłośnicy koszykówki zaślinią się już od drugiego kroku. Nie masz pojęcia ile razy powiedziałem kupuję to. Soki puściły mi w momencie kiedy znalazłem się w miejscu, gdzie na wieszaku wisiały spodenki Mitchell&Ness z 1996 roku z All Star Game. Oczywiście retro, bo nie te oryginalne, bo za te zapłaciłbym nawet te 135 Euro, które wołali chłopcy w sklepie. Bardzo fajne jakościowo, świetne hafty, materiał no i kawałek kultu. Przynajmniej dla mnie – pierwszy Mecz Gwiazd po powrocie Michaela Jordana, w którym grał. To także ten ASG, w którym Jordan odwalił jeden z najfajniejszych numerów podczas prezentacji, ściągając spodnie Penny Hardaway’owi.

No i ta ściana. Ah. Ale na dole jest kolejny skarbiec, tym razem zbudowany raczej wokół ulicznego high fashion, którego ja osobiście nie trawię. Nie powiem jednak nigdy, że w tej działce nie ma kilku ciekawych produktów, jednakże płacenie za bawełnianą bluzę 500 Euro nie jest moim największym marzeniem, albo choćby marzeniem, tym bardziej potrzebą. Rozczarowałem się nieco niektórymi produktami z linii NikeLab – mam ich kilka w domu, wybrane starannie, ale robiły mi robotę. Tutaj, widać dlaczego leżą i są to te sprzed 3 sezonów – są po prostu za słabe i za drogie.

Jeśli wybierzesz się do Bolonii polecam odwiedzić sklep, choćby dla zdjęcia ściany pełnej jordanów, na której znajduje się m.in. Air Jordan VII Miro, Air Jordan V Tokyo itd.

Aha, nie dotarłem do LTD, mimo niedalekiej odległości zasiedziałem się w którejś z knajpek przy … cholera nawet nie wiem czym. Bo dotarcie do któregokolwiek z tych sklepów nie było wcale nadrzędnym celem wyjazdu.

Kluczem wycieczki był relaks

Albo relax, czy tam chillout – jak wolisz. Nie pojechałem do Włoch, aby zwiedzać, łazić, przemierzać kilometry, odwiedzać kolejne sklepy (choć tych poza Back Door Bottega kilka się znalazło – Gucci, LV, Ralph, etc). Pojechałem tam odpocząć, poczuć nieco inną atmosferę, standardowo wyrwać się z codzienności i rutyny – choć akurat moje życie to rutyna w najmniejszym stopniu. Miałem olbrzymią ochotę na pojechanie gdzieś, gdzie wejdę do obojętnie jakiej restauracji i … po prostu zjem jedzenie, które będzie smaczne (nie tak jak w Hiszpanii czy Portugalii, gdzie wszystko jest super, oprócz żarcia – dla informacji, nie jem owoców morza, więc mam kłopot). I dostałem czego chciałem, świetne jedzenie, kawę rano i relaks przy stoliku, rozkoszowanie się smakiem i zapachem. Złamałem nawet swoją zasadę i pochłonąłem trochę słodyczy. W granicach rozsądku, bardzo, bardzo poważnego rozsądku. Jedyne czego chciałem, to chodzić od knajpy do knajpy, siedzieć przy kawie, piwie, proseco, nie myśleć, nie przeżywać tego wszystkiego co gwarantuje nam tłum. Włosi są w tym idealni, najpierw przecież ja, jedzenie, a potem cała reszta. GENIALNE. No i oni są tak bezstresowi, dzięki temu, że jedzą, bawią sie, rozmawiają. Dużo uśmiechu i świetny język – samo dziękowanie jest takie dostojne i pełne gracji.

Ah, no i koniecznie – Tagiatelle Ragu, czyli po naszemu bolońskie, ale jeśli ktoś tu jedzeniowo bardziej ogarnia ode mnie, poprawcie mnie 🙂

Środek wszystkiego

Ależ to jest piękne miejsce. Poważnie i wcale nie chodzi o architekturę, o której nie mam zielonego pojęcia, nie chodzi o jedzenie (ok, chodzi w pewnym sensie), ale to jest środek włoskiego świata. Bolonia jest genialnym miejscem wypadowym jeśli chcesz zrobić objazdówkę po północy Włoch. Nie znajdziesz lepszej bazy. Miasto leży zaledwie 122 kilometry od Rimini nad Adriatykiem, 170 kilometrów od Livorno nad Morzem Tyreńskim, do Florencji jest 117 kilometrów, ale prawdziwy raj zaczyna się jeśli jesteś fanem Motoryzacji.

Nie, wielkie M w Motoryzacja, to nie pomyłka, ani literówka. Tam, w tym miejscu, trzeba oddać hołd. Do Modeny jest 20 minut drogi pociągiem – to zaledwie 40 kilometrów – a wychodząc na stacji mamy 150 metrów do muzeum Ferrari. Bliżej są też Muzem Lambo i Muzeum Ducatti. Mediolan jest 200 kilometrów od Bolonii, a do tego są tam dwa świetne jeziora – Komo i Garda.

Nie pojeździłem, bo Bolonia Trip Maj 2018 to tylko rekonesans, zdobywanie informacji od znajomego z Hotelu Arcoveggio. Wracam tam na pewno, jeszcze nie wiem kiedy, ale wracam i robię objazd z całą pewnością po Rimini i wspomnianych muzeach, może zaczepiając o Florencję.

A sama Bolonia …

… to miejsce, w którym mógłbym mieszkać. Dlaczego? Bo jest cholernie kameralna, niezbyt mała, niezbyt duża i jak wspomniałem świetnie położona. A jeśli lubisz ciekawostki dla typowego podróżnika, to wiedz, że w tym pięknym mieście znajdziesz choćby najstarszą krzywą wieżę w Europie, a także najwyższą – tak, to ta sama. Jest też najstarszy Uniwersytet na świecie (a także piękna biblioteka.

Cena podróży? 160 PLN w dwie strony samolotem. Pendolino z Wrocławia do Warszawy kosztuje mnie 150 PLN. Warto? Odpowiedz sobie samodzielnie 😉