Niekoniecznie całe, ale jak potwierdza James Jebbia, założyciel Supreme, kawałek marki na pewno został odsprzedany prywatnej firmie, The Carlyle Group.

Jebbia mówi, że ruch, który został wykonany, to składowa rozwoju. Carlyle jest bowiem firmą zajmującą się inwestycjami i ma niezbędne doświadczenie operacyjne i możliwości ekspertyz rynkowych, niezbędnych do podjęcia odpowiednich kroków w budowaniu marki Supreme. Carlyle przejął mniejszościowy udział w Supreme, więc głos decyzyjny pozostanie w rękach skateowej marki.

Dlaczego ja w ogóle o tym mówię? Bo to pierwszy ruch na rynku w historii, gdzie prywatny holding inwestycyjny, angażuje się i wykupuje udziały w marce streetwearowej. Podkreśla to tym samym moc i ewentualnie także potencjał Supreme. Zresztą niejednokrotnie spotkałem się z określeniem, że Supreme jest Chanel streetwearu.

Bo o ile ja czasem pokazuję im fuck-off, nie zgadzam się z oferowaną jakością, tak doceniam i podziwiam model biznesowy obrany przez markę. Wiesz, bycie cool (ostatnia kolaboracja ze Stone Island np.), kontrolę nad ilością produktu pojawiającą się na rynku i tygodniowe premiery. Wszystko wyprzedaje się jak popieprzone. Cały cykl projektowo-sprzedażowy jest też dużo szybszy niż u innych marek, nie mówiąc już o zaangażowaniu odbiorcy i klienta. Podobnie było z butami Kanye Westa, wcześniej Michaela Jordana, tak naprawdę każdego limitowanego kawałka obuwia, a teraz ten trend podtrzymuje Supreme – co tydzień, z każdym praktycznie produktem.

Supreme jest bowiem globalnym kultem, który narodził się w 1994 roku i do tej pory ma lojalny fanbase, który dalej stoi pod sklepami, marka nie zerwała też nigdy ze swoimi skate’owymi korzeniami. I choć w mojej głowie czasem krąży myśl, że coś tam od Supreme bym sobie do szafy włożył, tak jednak pragmatyk ciągle zwycięża – jakość/cena.

Wracając do inwestycji Carlyle, ten ruch może oznaczać nagłą ekspansję, bo Carlyle ma środki, aby dokonać takich ruchów. Już teraz marka – Supreme – otworzyła swój jedenasty sklep (Nowy York, Brooklyn przy Williamsburg). Na imprezie byli starzy skaterzy, Mark Gonzales czy Peter Bici, aktor James Franco, Amar’e Stoudemire, dyrektor MoMA Klaus Biesenbach. Sklepy są także w Los Angeles, Paryżu, Tokyo czy Londynie. Nie ma, jak widzisz, nic w Chinach, a ten rynek aż się prosi o to, aby otworzono na nim sklep. Jest to bowiem drugi, największy na świecie, obecnie rynek zbytu.

Pytanie jest jednak jedno, jak Supreme zamierza rosnąć, nie zabijając idei przyświecającej marce? Nie zabijając kultu i istotności bycia cool i tego klimatu, który roznosi się po sklepach Supreme prosto z Nowego Jorku? W małej skali to ciągle czuć, ale gdy Supreme Store będzie w każdym większym mieście? Głosy niezadowolenia pojawiały się kiedy Supreme współpracowało z Louis Vuitton, gdzie kolaboracja wyprzedała się w mig, a ceny odsprzedaży są olbrzymie. Niektórzy Die hard fans rzucili ręcznikiem, inni poszli do kolejnej marki skate – Palace.

Tak czy inaczej, sama współpraca Supreme – Carlyle, z nieodzieżowego punktu widzenia, jest bardzo interesująca. Przewidywania mówią też o tym, że Carlyle może chcieć nagłego rozwoju, zwiększenia wartości firmy i odsprzedania udziałów w okresie trzech do pięciu lat kolejnej wielkiej marce – LVMH(?).

 

Related Articles

O autorze Zobacz wszystkie wpisy Autor

Szczepan Radzki

Szczepan Radzki

Twórca treści. Dziennikarz. Entuzjasta komunikacji społecznej, promotor #jkdn i sneakerhead. Biegacz i golfista amator. Zakochany w rekreacji. Siódme poty pisarskie wylewa też tutaj – http://bit.ly/1vSJEbk i na TT (@szczepanradzki), a fotki pokazuję tu insta -> @szczepanradzki

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *