Żadne buty nie są warte takich pieniędzy – żadne.

Słowa, które napisałem powyżej nieco kłócą się z tym, jakiego bloga prowadzę, ale bardzo często w życiu i tym konsumpcyjnym świecie chodzi o realizację potrzeby nie wynikającej z praktyczności, ale tylko i wyłącznie podyktowanej czystą żądzą pasji i zainteresowań.

Jakie? Kupiłem Nike HyperAdapt 1.0, samowiążące się buty inspirowane tymi z Back To The Future II. Wydałem majątek, bo but ten kosztował 2999 PLN. I podkreślam, żaden nie jest wart takich pieniędzy. Żaden – komentarz, w którym tekst ten padł, zebrał sporo polubień i to w środowisku, które jest mocno wkręcone w buty i generalnie modę uliczną. Co mnie cieszy, bo znaczy, że wychowujemy coraz bardziej świadome społeczeństwo, które co prawda ma odpały (jak każdy z nas) i czasem wyda kupę kasy na coś, co nie jest warte swoich pieniędzy, ale ma świadomość produktów na rynku i tego co się dzieje wokół niego, wymaga i ma prawo wymagać, a marki jeśli chcą by na kontach i w tabelkach wszystko się zgadzało, powinny wymagania tych klientów po prostu spełniać.

Ale nie o świadomości konsumenckiej jest to tekst, ale o odjeździe, który zorganizowałem sam sobie i mojemu budżetowi, kupując obuwie za pieniądze kosmiczne – a but ten sam nie pobiega, nie jest butem performance, w którym będę lepiej biegał, skakał, czy cokolwiek innego. Ten but do gadżet, zajebisty, fajnie wyglądający i realizujący marzenia, ale w dalszym ciągu gadżet.

I jest to gadżet z najwyższej półki, a ja jestem gadżeciarzem.

Kupuję wiele pierdół, wiele z nich jest raczej przydatnych, ale czasem chcę coś co jest cool, o czym piszą wszystkie media na świecie, co jest drogie i niezbyt łatwo dostępne. I mam coraz mniej takich rzeczy, bo nauczyłem się (albo jeszcze uczę) cieszyć drobnostkami. A to zjem fajne pierożki Momo, które wielbię i szukam ich zawsze podczas festiwali Food Trucków, a to jaram się nowym komiksem, dobrym wybieganiem i treningiem, etc. Ale są te elementy, realizujące marzenia – i tutaj wchodzi Nike HyperAdapt 1.0.

Tak jak napisałem, ten but jest inspirowany jednym z najbardziej kultowych, ikonicznych filmów w historii kina. Tym, który przez znawców określany jest jako bliski ideału, albo idealny. W nim praktycznie wszystko się zgadza. I wypromował produkt, który jest równie ikoniczny jak film – buty, które same się wiążą. W Back To The Future były to oczywiście Nike Mag, ale nie da się ukryć, że but jest bliskim odniesieniem do tego, co na swoje nogi w 2030 roku zakładał Marty McFly.

HyperAdapt są spełnieniem marzeń dziecięcych, spełnieniem marzeń fana technologii, fana popkultury i geekowskiego życia. Znam się na technologii, lubię ją, obserwuję co się dzieje w świecie, czytam komiksy, oglądam filmy o superbohaterach, ogromną liczbę seriali i tym podobne. No i zbieram sobie buciki. Gdybyśmy wszystkie te elementy ułożyli w okręgu, to czynnikiem wspólnym będą zaprojektowane przez Tinkera Hatfielda i Tiffany Beers (nie ma jej już w Nike, odeszła do Tesli jakieś dwa miesiące przed napisaniem tego tekstu) Nike HyperAdapt 1.0.

But zrobiony po to, żeby być gadżetem, but, który sam wiąże sobie sznurówki, jak tylko włożysz do niego stopę. Sznurki luzujesz przełącznikami z boku buta i całość sprawia wrażenie futurystycznego konceptu i takim też jest. Wiesz o co chodzi, one się same wiążą … SAME. W środku są specjalne silniczki, czujniki, który wykrywają, że wsadziłeś nogę do środka i dopinają specjalnie zaprojektowane sznurówki tak, aby oplatały nogę – w moim przypadku, muszę buta zwykle nieco luzować, bo mam szerokie stopy. No i świecą gdy je wiążesz, co w ogóle jest jakimś mistrzostwem – dziwny jest tylko dźwięk silniczka, który brzmi jak … zabawkowy robocik z marketu. Do tego, jest tam przecież też specjalna ładowarka, na której stawiasz buty, aby naładować baterię – podobno starczają na około dwa tygodnie (jeszcze nie miałem okazji sprawdzić).

Ale nie jest też tak, że to tylko gadżet. Mimo wszystko to świetnie wykonany (niczego innego za te pieniądze bym się nie spodziewał), fajnie zrobiony, ładnie wyglądający, całkiem wygodny. No i co najważniejsze dla pogiętych zbieraczy – niedostępny but. Z tego co wiem w Polsce zostało ich niewiele, albo niewiele osób wyświetliło się, że go w ogóle ma – znam może 5, z czego nie wiem czy z 2 nie poleciały już na sprzedaż. Na ulicy rozpozna go raczej mało kto, trzeba trochę siedzieć w tym świecie, żeby wiedzieć z czym się obcuje. Jak już jednak odpalisz wiązanie w sklepie, bo kumpel którego spotkałeś i który czai temat, chce zobaczyć jak to działa, to nagle w Twoją stronę zwrócone jest kilka par oczu. Poważnie, przeżyłem już ten moment.

Ale 3K? Gdyby przyglądać się temu tylko z perspektywy pragmatycznej, to nie jesteś w stanie sobie tego wyboru zracjonalizować. Po prostu się nie da. Gdy patrzysz tak jak ja, że nie kupujesz, tylko realizujesz marzenie – super sprawa, serduszko uderza mocniej.

Related Articles

O autorze Zobacz wszystkie wpisy Autor

Szczepan Radzki

Szczepan Radzki

Twórca treści. Dziennikarz. Entuzjasta komunikacji społecznej, promotor #jkdn i sneakerhead. Biegacz i golfista amator. Zakochany w rekreacji. Siódme poty pisarskie wylewa też tutaj – http://bit.ly/1vSJEbk i na TT (@szczepanradzki), a fotki pokazuję tu insta -> @szczepanradzki

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *