Nie byłoby Nike Air Max i kolejnych, już 31-ych urodzin tego buta, gdyby nie Nike Tailwind, buta o którym zakładam się, po prostu nie pamiętasz.

Kilka lat przed tym jak urodził się Twój ulubiony bloger kicksowy, czyli ja, do drzwi Nike zastukał pan o nazwisku Rudy i imieniu Frank. Był rok 1977. Frank Rudy był specjalistą areonautyki. Miał w głowie pomysł, ideę, która – jak się później okazało – zrewolucjonizowała świat butowy.

Frank Rudy zaproponował, aby Nike, firma przecież od początku istnienia zakładająca budowanie przełomowych butów, z przełomową technologią, wsadziła do swoich produktów bąbelek z powietrzem.

Jeśli ogarnia Cię zdziwienie, to doskonale to rozumiem. Zapewne wiele osób ma w głowie to, że to przecież Tinker był tym, który zrobił BUM i stworzył Air Max. No tak, ale bez pomysłu Franka, bez jego technologii Air, Tinker nie mógł stworzyć widocznej poduszki i modelu Air Max.

Poduszka Air została po raz pierwszy użyta w Nike Air Tailwind, a sam but po raz pierwszy pojawił się w bardzo limitowanych ilościach w 1978 roku tuż przed maratonem w Honolulu. Jak pewnie się domyślasz na półkach szybko zabrakło buta, a do tego został wywołany buzz, który przetoczył się po całym świecie. Narodziła się kolejna legenda marki Nike. Szeroka dystrybucja Nike Air Tailwind miała miejsce już rok później, w 1979 roku, a biegacze mogli na własnej skórze przetestować nową, rewolucyjną technologię.

Tailwind i poduszka powietrzna w środku buta powodowała redukcję uderzeń podczas biegania, dodawała komfortu, który znamy obecnie, a sam but był o niebo wygodniejszy od swoich, bardzo podobnych kształtem, konkurentów. Tailwind wyglądał bowiem opływowo, można powiedzieć szybko, obecnie na ten kształt mówimy klasyczne biegówki, biegówki retro. Wsadzenie do modelu poduszki Air, spowodowało zmianę reguł gry, a Tailwind stał się obsesją biegaczy.

14 lat różnicy u rodzeństwa

Co ciekawe, Air Tailwind w pierwszej wersji z 1978 roku, wyglądał zupełnie inaczej niż jego młodsi bracia – no bo oczywistym jest, że nie powstał tylko jeden model. Różnica pomiędzy wydaniem OG, a kolejnym jest jednak olbrzymia, bo czekano na nią aż 14 lat, kiedy to na rynku pojawił się Tailwind 92.

 

W edycji z 1992 roku zmieniono całkowicie kształt buta, widoczna była też nagle poduszka Air – wzorem tego, co obserwowaliśmy w Nike Air Max. Założeniem było jednak, aby kontynuować trend, który wyznaczyła wersja OG – dostarczyć biegaczom najlepszej amortyzacji na rynku. Do tego buty były bardzo wytrzymałe i przewiewne, co jest istotne przy bieganiu. Nie są ładne, ale wpisują się w panujący w 2018 trend. Kolejne cztery lata i rok 1996 przyniosły trzecią edycję Air Max Tailwind – tutaj dodano już amortyzację na palcach, a but ma elementy designu, które znamy np. z Air Max 95. Co więcej, mówiło się, że to właśnie Air Max Tailwind z 1996 roku były najlepszym biegowym modelem Nike, który pojawił się w latach 90-tych. Model z 1997 roku – Air Max Tailwind II – przeszedł bez większego echa, a wyglądał trochę jak Air Max 97. Asymetryczny design z 1998 roki w Tailwind III był ciekawy, a but był wyborem dla biegaczy z większymi stopami. Perfekcyjnie wyglądał za to kolejny projekt z 1998 roku i Air Max Tailwind IV, który oprócz widocznych poduszek Air Max, miał także wykończenie podeszwy z gumy BRS 1000, która nadawała butom ponadprzeciętnej przyczepności.

Ponowna przerwa w serii

Nowych modeli z serii Tailwind nie widzieliśmy do 2009 roku. Wtedy też pojawił się model Tailwind+, który miał dostarczyć niezłych właściwości biegowych w każdym terenie. Tailwind powstał bowiem jak but na szosę, nawet startowy. Kolejne lata to odpowiednio Tailwind od +2, do +8.

Wszystkie te modele były do siebie bardzo podobne. Używano spójnej formy, widocznych poduszek na całej stopie – amortyzacja dalej była kluczowa. Z małymi jednak wyjątkami wynikającymi przede wszystkim z wprowadzania kolejnych nowości technologicznych. W Tailwind+4 użyto Flywire, wtedy czegoś świeżego i klasycznej, waflowej podeszwy Nike. Kolejny model to zmiana materiału cholewki, bo w +5 z 2013 roku użyto meshu i przeniesiono logotyp z tyłu buta, na środek. Każda kolejna edycja to deliaktne zmiany, technologie, które znamy z wyższych i bardziej popularnych modeli.

Obecnie Tailwind wydaje się być drugą klasą, butem przestażałym, takim, o którym Nike nieco może nawet zapomniało wprowadzając coś nowszego, bardziej seksownego, o lepszej nazwie – VaporMax. O Nike Air Tailwind nie można jednak zapomnieć, w dniu, w którym świętujemy urodziny Nike Air Max, trzeba oddać co należne dziadkowi, butowi, który jako pierszy użył tej słynnej poduszki.

Related Articles

O autorze Zobacz wszystkie wpisy Autor

Szczepan Radzki

Szczepan Radzki

Twórca treści. Dziennikarz. Entuzjasta komunikacji społecznej, promotor #jkdn i sneakerhead. Biegacz i golfista amator. Zakochany w rekreacji. Siódme poty pisarskie wylewa też na TT (@szczepanradzki), a fotki pokazuję tu insta -> @szczepanradzki

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *