Są dwa buty, których Jordan Brand nie zepsuje nigdy. Nie może ich zepsuć, nie wolno ich zepsuć i co najlepsze, są to moje dwa ulubione modele całej linii Air Jordan - Jordan 1 i Jordan 11.

Nie wspominam o tym bez powodu. Gdy tylko dodałem pierwsze zdjęcie Air Jordan 11 Win Like 96 (tak, mam je wcześniej i przed premierą) posypały się pytania o jakość wykonania owych jedenastek.

Uwaga, ogłaszam wszem i wobec, że nie można mieć żadnych zarzutów co do jedenastek Win Like 96, tak samo jak nie można było mieć żadnych zarzutów co do Win Like 82, albo wcześniejszych wydań. Jordan Brand po prostu przykłada się do swoich flagowców, nie ma takich fakapów jak np. przy Air Jordan 7 Hare, które miały kłopoty z wypływającym klejem. Nie dzieje się to w jedynkach OG, nie dzieje się w jedenastkach. Skóra licowa jest zawsze bardzo fajnej jakości, wykonanie jest ok, icy sole błyszczy jak cholera. Niektórzy mogą mieć tylko kłopot z podniesionym poziomem lakierka - ale o tym przewinięto niejedną rozmowę.

Ja, jako fan jedenastek, jestem bardzo zadowolony, ale trzeba przyznać otwarcie, że but jest specyficzny i trzeba lubić mocno zaznaczającą się na stopach czerwień. Z drugiej strony, Ferrari też jest czerwone 😉

Ale o co chodzi w ogóle z samą nazwą Win Like 96? W 1996 roku Michael Jordan rozgrywał swój pierwszy pełny sezon po powrocie do NBA. Chicago Bulls ustanowili wtedy rekord sezonu z 72 zwycięstwami na koncie (pobity dopiero przez Golden State Warriors w 2016 o jedno zwycięstwo, z tą różnicą, że Bulls zdobyli mistrzostwo, Warriors nie). Lali wszystkich jak leci, ale nawet nie samo lali, oni po prostu dominowali. Oglądałem mecze Chicago w telewizji, bo TVP puszczało je praktycznie co tydzień. Przez dwie kwarty Chicago, jak wytrawny bokser, sprawdzało przeciwnika, czytało jego ruchy, a w trzeciej kwarcie przystępowało do ataku. Zwykle po chwili było już po meczu. Ci chłopcy naprawdę świetnie rozumieli się na parkiecie, a gdy trzeba było, Michael Jordan brał sprawy w swoje ręce i rozrywał serca konkurentów na strzępy.

Win Like 96, to odniesienie właśnie do początku drugiego three-peat Bulls to odniesienie do tego, jak wygrywał Michael Jordan, co miał w sercu i duszy i jak bezpardonowo traktował rywali. On miał jeden cel, pierścionek. I pierścionek ten na palec założył - w sumie było to jego czwarte, z sześciu mistrzostw.

Wracając do butów, o ile dla wielu nazwa może wydać się nieco naciągana, tak cała seria brzmi ciekawie. Win Like 82, teraz Win Like 96. Odniesienie do ważnych momentów w życiu Jordana - jest ok. Choć znajdzie się też wielu takich, którzy opowiedzą się za inną nazwą - MELO PE. Bo te czerwone jedenastki były po raz pierwszy założone na nogi przez Carmelo Anthony'ego. But był nieco inny, ale to tylko detale - niebieski Jumpman zamiast czarnego. Swoją, czerwoną wersję miał też Chris Paul.

Generalnie - warto, fani jedenastek i Jordan Brand będą zadowoleni.

Related Articles

O autorze Zobacz wszystkie wpisy Autor

Szczepan Radzki

Szczepan Radzki

Twórca treści. Dziennikarz. Entuzjasta komunikacji społecznej, promotor #jkdn i sneakerhead. Biegacz i golfista amator. Zakochany w rekreacji. Siódme poty pisarskie wylewa też tutaj – http://bit.ly/1vSJEbk i na TT (@szczepanradzki), a fotki pokazuję tu insta -> @szczepanradzki

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *