Jak nie masz dość podsumowań roku, to mam dla Ciebie małą niespodziankę. Rozmawiałem jakiś czas temu z Karolem z Butologii, który zgodził się napisać swoje, krótkie i gościnne podsumowanie roku 2017. Oto i one.

Dzięki Cold za zaangażowanie i ten tekst, oddaję Ci głos 👊

Koniec grudnia/początek stycznia to można powiedzieć stały motyw – postarać się zebrać w całość miniony rok i jakoś go streścić. Czasami mam wrażenie że przychodzi mi to coraz ciężej – niby człowiek w tym siedzi po uszy, ale tak naprawdę przy ogromie ilości jaką nam wszyscy producenci serwują – nie idzie tego spamiętać, ogarnąć, w skrajnych wypadkach nacieszyć się wydaniem… 

2017 pół żartem pół serio – co się działo i dlaczego Nike i adidas? Taka prawda – teraz te dwie wspomniane marki rozdają karty, po czym mamy przerwę i pozostali gracze. Niemniej określenie „ten rok należy to tej marki, a ten do tamtej” wbrew pozorom nie uważam za takie proste – wszystko zależy na co patrzymy i co dla nas jest istotne.

Jeśli chodzi o Nike’a, to moim ulubionym określeniem w tym roku na niego jest to, że na pewno robił to co potrafi najlepiej, czyli nagłówki. Tutaj nawet trudno jednym tchem wymienić, co marka ze Swooshem nam dała. Zaczynając od rocznic – 30-lecie Air Max 1, czyli powrót oryginalnych kolorystyk, Master Of Air, Atmos Elephanty. 20-lecie Air Max 97 gdzie także nie zabrakło oryginalnych kolorystyk i mocnych kolaboracji (Skepta, UNDFTD) jak i 20-lecie Air Foamposite One (choć tutaj tak naprawdę tylko retro wydania „Royal” wzbudzało zainteresowanie). Dochodzi do tego 15-lecie deskorolkowej dywizji Nike’a – wskrzeszenie kilku wydań sprzed lat lecz przede wszystkim Black Pigeony oraz według mnie trochę przestana kolaboracja z Soulland. Pod koniec roku Nike przypomniał nam o 35-leciu Air Force 1 i bardzo mocną kolekcją AF100 jak i 45-leciu Cortezów. Nowości to bez wątpienia Air VaporMax czyli performance’owa biegówka która tchnęła nieco życia w buty na poduszce Air Max, gdzie znów produkt trafił w gusta nie tylko biegaczy. Na koniec coś co w pewnym momencie mogło zacząć wychodzić bokiem – kolekcja The Ten, czyli kolaboracja Nike’a z Off-White. Z innych istotnych premier to niewątpliwie Tom Sachs x Nike Mars Yard 2.0, choć ich dostępność pozostawiała wiele do życzenia, plus nie brakowało kolaboracji z Supreme. 

adidas wygrał w 2016 – jak było w 2017? Yeezy ciągle są rozchwytywane (lecz aura wyjątkowości nieco opadła przez większą ilość wyprodukowanych par), wydania z Pharrellem dalej dobrze się sprzedają (a swoistym szczytem była współpraca z Chanel z kosmicznym retailem i jeszcze bardziej wyśrubowaną ceną na rynku wtórnym). Koszykarski sezon 2016/17 był jednym z najlepszych dla adidasa od lat w kwestii tego co nam zaoferował – aktualny także nieźle się zapowiada. Przez lata to Nike był wielbiony za swój design – lecz patrząc wyłącznie na nowe modele – tak, adidas wypuszcza ciekawsze buty. EQT Support 93/17, Prophere czy BYW LVL1 – to tylko kilka przykładów, gdzie mamy tą nutkę przeszłości ale we współczesnej formie. Zaryzykuje jeszcze jedno określenie – aktualnie adidas ma lepiej dostosowaną ofertę to tego masowego odbiorcy w żaden sposób nie powiązanego z butgrą, gdzie liczy się wygoda i wygląd, a nie hype i resell. Superstary i NMD mogą komuś wychodzić bokiem, ale to ciągle dobrze sprzedające się modele plus już dobrze utarło się przekonanie Boost=wygoda.

Jak temat wygląda u reszty?

Reebok kilka lat temu mocno zawęził swoje pole działań, koncentrując się na rynku fitness/crossfit oraz mocno grając swoimi klasykami. Z jednej strony spoko, ma swoją niszę na której się koncentruje, w której odnosi sukcesy, ale czy to trochę nie jest zbyt bezpieczna zagrywka? Niemal co chwila dostajemy info o nowych ambasadorach marki z rynku muzycznego, lecz osobiście bardziej widzę to jako nowy „słup reklamowy” na 2-3 sezony, gdzie potem znów będziemy mieli kolejnych artystów. Mieliśmy przed laty nawet polskie kolaboracje z Fishem i Aretą, a teraz znów nic. Mam wrażenie, że Reebok porusza się tylko w zakresie swojej strefy komfortu niechętnie ja opuszczając – stąd na przykład mocno spóźniony temat tkanych cholewek u nich, co konkurencja ma od dawna.

Chyba nie będzie nadużyciem, jak powiem że to faktycznie Rihanna ciągnie Pumę. Odnoszę wrażenie że ta współpraca znalazła swój segment rynku, gdzie odnosi sukcesy. Bo patrząc na segment sneakersowy/retro – niby Puma jest od lat, ma naprawdę dobrej jakości produkty, ale gdzieś się ją tam pomija. Mój problem z tą marką polega na tym, że dla mnie serwuje zbyt dużą ilość produktu, nie próbując zagrać niską dostępnością, aby ten klient faktycznie zapragnął produktu, a nie wychodził z założenia, że i tak trafi to na wyprzedaż jak wszystko. Niemniej co Pumie trzeba oddać – mocne stawianie na nowe modele, tworzenie czegoś nowego, a nie w kółko wałkowanie tematu retro.

Converse już chyba zawsze będzie zaszufladkowany jako ta marka od trampek, lecz w końcu przestaje to być gra tylko i wyłącznie modelem Chuck Taylor All Star. W minionym roku widzieliśmy więcej One Starów, powrót Fastbreaków, na pewno pomogło przejście Tylera z Vansa. U nas w kraju także zaczęły się pojawiać bardziej limitowane wydania Converse’ów, co oczywiście jest na plus.

Przed laty to New Balance a później Asics czy przez chwilę Saucony były tymi markami, które to stawały do współpracy z butikami. Teraz nowych wydań nie brakuje, ale trudno się obejść wrażeniu, że Nike i adidas przyćmiły ich poczynania, gdzie coraz trudniej o to aby specjalne wydania rozchodziły się na pniu. Oczywiście ma to swoje plusy – możemy kupić te buty taniej! Ale druga strona medalu jest taka, jak długa ta gra będzie warta świeczki? Czy producenci w pewnym momencie nie powiedzą dość, nie ukrócą ilość kolaboracji, miejsc gdzie są one dostępne, z racji tego że to już jest niszowy produkt bardziej wizerunkowy niż przynoszący ogrom zysków, a pozbyć się go można tylko na mocnej wyprzedaży? Z jednej strony słabo ustępować pola Nike’owi i adidasowi, ale z drugiej czy to powoli nie przypomina sztuki dla sztuki? Na przestrzeni kilku ostatnich małych lat butgra mocno się zmieniła i z poszanowania klasyki zrobiło się z tego coś na wzór fast fashion, gdzie co chwila pojawiają się to nowe chwilowe trendy.

Wspomniałem o tej przemijalności trendów – jedną z rzeczy którą można zaobserwować w środowisku to fakt, że właściwie kolekcjonowanie butów przestaje być fajne. Po co posiadać ileś par, jak można jedną, drogą, o wysokim stopniu pożądania, którą można znacznie łatwiej zaimponować innym? Odnoszę wrażenie, że aktualnie środowisko dąży do dwóch skrajności – coś jest fajne bo albo jest drogie, albo fajne bo dało się to kupić bardzo tanio. 

Gdybym miał mówić, kto „wygrał” w 2017, to zapewne byłoby to Nike – gdyż jak wspomniałem, miał dla nas więcej tych chwytliwych tematów, którymi przykuwał uwagę. Lecz z drugiej strony nie jest błędem powiedzieć, że 2017 to Nike, adidas i długo, długo nic. Obie wspomniane marki trochę konkurowały na innych płaszczyznach, stąd w zależności kto co bierze pod uwagę, dla tego dany producent będzie tym, do którego należało minione 12 miesięcy.

Related Articles

O autorze Zobacz wszystkie wpisy Autor

Szczepan Radzki

Szczepan Radzki

Twórca treści. Dziennikarz. Entuzjasta komunikacji społecznej, promotor #jkdn i sneakerhead. Biegacz i golfista amator. Zakochany w rekreacji. Siódme poty pisarskie wylewa też na TT (@szczepanradzki), a fotki pokazuję tu insta -> @szczepanradzki

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *