Od kilku miesięcy szukałem inspiracji do napisania wpisu o Nike Hypercross Trainer, który miałem okazję testować. Znalazłem. Rewelacyjną kolorystykę tego buta, która powinna już być dostępna.

Zanim przejdę do moich wrażeń, kilka zdań technologicznych. Nie martwcie się, nie będzie długo i nudno. Nike Hypercross Trainer mają podeszwę z systemem amortyzacji hex-Zoom. Hexagon to naturalny kształt, zresztą zobaczcie wideo poniżej, w którym Nike wyjaśnia ten sposób amortyzacji i kształt podeszwy znany choćby z LeBron 12.

Co do samego buta – nigdy, ale to absolutnie nigdy nie będzie tak shajpowany, żeby firma prowadziła wokół niego jakiekolwiek potężne działania marketingowe i promocyjne kiedy tylko na rynku pojawia się nowa kolorystyka. I słusznie, to nie but do hajpu, tylko do treningu, a ja sprawdziłem, czy typowy but treningowy nadaje się dla … zwykłego człowieka.

Pomyślmy bardzo prosto. Jestem amatorem. Uprawiam sport, ale ani nie biegam zawodowo, nie mam zamiaru startować w maratonach, wychodzę na dwór na przebieżkę może dwa razy w tygodniu. Na siłowni jestem też maksymalnie dwa razy w tygodniu. Nie potrzebujesz osobnych butów do biegania, osobnych na siłownię – wystarczy, że te brudne po bieganiu wyczyścisz i możesz śmigać poprzerzucać ciężary, lub jak kto woli pooglądać jak pocą się niewiasty w leginsach.

Szukasz JEDNEJ pary butów. Bo po co w takim zestawieniu dwie? W mojej głowie licznik jest prosty, na takie uprawianie sportu, potrzebuję dwanaście par, ale wiem, że są ludzie, którzy zadowolą się jedną.

I w tą stronę był test. Wiadomo, że but nadaje się na trening na siłowni, po to przecież został zrobiony. Ale jak jest z bieganiem? Po około 100 kilometrach spędzonych w Nike Hypercross Trainer stwierdzam, że nieźle. Co prawda but jest trochę sztywny, nie wygląda jak obecnie tworzone biegóweczki, ale da się w nim biegać bez większych przeszkód. Poduszki sprawują się bardzo ok i biorę pod uwagę to, że pomimo tego, że ja potrzebuję amortyzacji typu Max, cały czas lepiej biega mi się w butach minimalistycznych. Taki paradoks.

Miałem z nimi tylko jeden problem. Podczas deszczu, wybiegając np. na granitowy krawężnik lub kostkę (tak, we Wrocławiu jest tego sporo), bałem się o moje zęby. Twarda guma na podeszwie i małe ząbki, które widać nie przepadają za mokrymi, śliskimi powierzchniami i może nie zachowują się jakbyśmy nagle wbiegli na lód, ale czuć, że tracimy przyczepność i pewność kroku.

Generalnie uważam, że but nadaje się dla tych, którzy potrzebują wszechstronności, bo i na rowerze będą spisywały się nieźle. Od mojej czarnej, wolałbym jednak kolorystykę z fotek poniżej, albo (pierwsze zdjęcie) Flyknit 🙂

500x500px-LL-07ac5b99_nike-flyknit-racer-hex-zoom-sample-02-570x570
daring-red-nike-hypercross

daring-red-nike-hypercross-03

daring-red-nike-hypercross-06

daring-red-nike-hypercross-04

daring-red-nike-hypercross-01f

 

Related Articles

O autorze Zobacz wszystkie wpisy Autor

Szczepan Radzki

Szczepan Radzki

Twórca treści. Dziennikarz. Entuzjasta komunikacji społecznej, promotor #jkdn i sneakerhead. Biegacz i golfista amator. Zakochany w rekreacji. Siódme poty pisarskie wylewa też tutaj - http://bit.ly/1vSJEbk i na TT (@szczepanradzki), a fotki pokazuję tu insta -> @szczepanradzki

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *