Wiesz co jest moim największym problemem w zrzucaniu wagi?

Zaraz Ci powiem, ale najpierw o innych. Bo sobie lubię czasami poobgadywać. Niektórym nie chce ruszyć się tyłka z kanapy, ja nie mam tego problemu. Wiele osób trenuje ciężej ode mnie, ale nigdy nie miałem i nie będę miał kłopotu z tym, aby iść pobiegać, ćwiczyć cokolwiek. Po prostu nie.

Ale kurwa jedzenie. No nie, weź mnie zamorduj. Nie będę ograniczał. Nie będę chodził i żarł ryżu z kurczakiem, nosił ze sobą pudełek. Nie będę. I nie jestem w tym osamotniony. Przede wszystkim dla mnie osobiście jest to pieprzony problem. Olbrzymi. Podobny do tego, kiedy mam usiąść do dokumentów. Jakichkolwiek – nienawidzę.

Poza tym – lubię żreć. No po prostu lubię. Żrem czekoladę tonami, słodycze hektotonami, żrę burgery, frytki, pizza jest na szczycie piramidy żywieniowej. Jestem pieprzoną, zalaną tłuszczem, fastfoodową dziwką.

Nie miałem jednak wyjścia, bo do kogo się nie zwrócę, to mówi – dieta ziom. Mark Wahlberg mówi mi w jutubach, że dieta to 85-90% suckesu, trener mój Michał tyra mnie, leje pasem i wytrąca z ręki kolejne batoniki. No i stało się, będę gotował. Nie, nie będę – zamówię catering. Policzyłem szybko, dodałem czas na zakupy, dodałem czas przygotowania, w moim rozumieniu wyszło taniej zamówić pudełka.

Dlaczego? Bo jestem miękką fają, jak pójdę do sklepu po reklamowane przez Annę Lewandowską gumijagody, chleb bez mąki, makaron bez sensu i bezglutenową kukurydzę, wrócę z Milką, Tiramisu, kilogramem cukierków różnego rodzaju, frytkami i dietetyczną Coca-Colą. Bo dieta przecież. I przy okazji przypomni mi się, że nie chce mi się tego wszystkiego przygotowywać, więc w trakcie zakupów zamawiam pizzę, albo sprawdzam czy mam czas skoczyć na burgera.

Dlatego też pudełka, bo jestem – jeśli jeszcze się nie domyślasz – leniwą łajzą. Bo pracując normalnie, czasem więcej niż normalnie, blogując, chcąc mieć chwilę czasu dla siebie i mając jeszcze trenować, nie wiem gdzie bym wcisnął ten cały proces zakupów i gotowania. Bo nie jest to proste pogodzić wszystko, jeśli ktoś Ci mówi, że to tylko kwestia organizacji czasu i tylko i wyłącznie koncentracji na zadaniu oraz regularności i rutyny, to chciałbym poznać tego człowieka. Chciałbym mieć pokłady takiego zacięcia, albo być tą lajfstajlową, różowawą blogereczką, która siedzi i pięknieje.

Nie jestem, Ty pewnie też nie, więc się nie przejmuj tym pieprzeniem o możesz wszystko i wyznacz sobie cel, wysoko, a następnie realizuj go. Nawet z potknięciami będzie ok, weryfikuj, analizuj, naprawiaj. Jak coś nie wyjdzie, to trudno, nie poddajemy się – a miało nie być patosu.

Niestety, jak chcesz efektu, musisz włożyć, tak jak ja, w to sporo pracy. Jestem w trakcie, ale wiem, że nie będzie to łatwe, bo wokół mnie tak dużo smakowitości.

No to jeszcze – przodem do sześciopaku!

Related Articles

O autorze Zobacz wszystkie wpisy Autor

Szczepan Radzki

Szczepan Radzki

Twórca treści. Dziennikarz. Entuzjasta komunikacji społecznej, promotor #jkdn i sneakerhead. Biegacz i golfista amator. Zakochany w rekreacji. Siódme poty pisarskie wylewa też tutaj - http://bit.ly/1vSJEbk i na TT (@szczepanradzki), a fotki pokazuję tu insta -> @szczepanradzki

1 komentarzDodaj komentarz

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *