Dawno nikt nie robiąc mi tak źle, nie zrobił mi tak dobrze.

Tekst w oryginale ukazał się na Noizz.pl, ale jednocześnie jest kontynuacją mojej nowej serii – KolekcjonerTłuszczu.

Jestem fastfoodową prostytutką. Ale jestem też na diecie, realizuję swój misternie zaprojektowany plan chudnięcia i staram się nie wyłamywać z określonych przeze mnie granic. Te przekraczam ostrożnie, zwykle stawiając za linię zaledwie dwa palce u stopy.

Tym razem skoczyłem na główkę, bo dostałem zaproszenie na otwarcie nowej burgerowni we Wrocławiu. Szwedzkiej sieciówki Max Premium Burgers – i było bardzo spoko, do momentu kiedy nie dorwałem swojego tłustego brzucha i wielkiej mordy do serwowanych w lokalu burgerów. (Do części ciekawostek przejdziemy później).

Trener mnie zabije

Generalnie panowie – w tym CEO sieci – opowiadają o powstaniu lokalu, jego rodzinnych tradycjach, blisko 50 latach na rynku, o tym, że są jedną z największych firm na rynku, która sadzi drzewa, ma oznakowanie o wpływie swoich produktów na środowisko (podobno są mega ekologiczni), że Max to najdłużej istniejąca sieciowa restauracja z Europy. Super, ale żarcie nas chyba interesuje, bo w burgerowni najważniejsze jest jedzenie.

Spoko, były za free, bo to degustacja, więc jak martwisz się o mój portfel, to nie ma absolutnie żadnych powodów. Na tacce leży standardowy przysmak Max, do tego burger nazwany Frisco, który podawany jest w bułce maślanej (mniam), frytki które są cholernie chrupiące i nugetsy. Wszystko jest super, ale … mój trener zabije mnie za to co zrobiłem. Trudno, zabiję się i ja, pójdę pobiegać 2-3 razy więcej i będzie spokój.

Jem. Jest mega. Dwa stoliki ode mnie siedzi wiceambasador Szwecji W ogóle okazuje się, że przy otwarciu sieci Max Premium Burgers w Polsce pracuje mój kolega Tomek, z którym znamy się z czasów studenckich, z którym spędziliśmy sporo czasu na boiskach koszykarskich.

Mój ziomeczek pyta jak smakuje. Z piorunami w oczach mówię, że jestem na diecie, on patrzy na stolik, na mnie, wybucha śmiechem i mówi – no to powodzenia, wierzę że schudniesz.

W twarzy nie mieści mi się całe to mięso, bułka, warzywa, a już donoszą kolejne porycjki. Tym razem burger dla wegetarian z serem halumni i kurczak zawinięty w sałatę. Odmawiam. Za chwilę wchodzi szejk z truskawkami, lodami i czymś tam jeszcze. Znowu z ciężkim sercem mówię nie, rozpinając pasek od spodni.

Patrzę na gościa przede mną, cieszy się, że jem, a na policzku mam kilka rodzajów sosu. Pyta czy mi smakuje. Jak widać tak, bo wpycham do ust kolejne pokłady frytek. Ten gość przede mną to szef kuchni, nazywa się Jonas Martensson i już wiem skąd to zadowolenie. Bo jem jego wymyślny produkt. No to pytam niegrzecznie mając pysk zatkany jedzeniem, jak robią swoje burgery. Opowiada, że chodzi o detale, o dopasowanie i dopracowanie gramatury zarówno bułki jak i wołowiny oraz sosu. Te muszą być perfekcyjne. Po krótkiej rozmowie okazuje się, że gość był kiedyś kucharzem w Szwedzkim Domu Królewskim. I wiesz co? Mówi, że bardziej wymagające jest przygotowanie posiłku dla klientów Maxa niż dla rodziny królewskiej. – Rozumiesz, tam gotujesz jeden posiłek dla 10 osób, w Maxie musisz gotować dla 10 tysięcy i musisz wbić się w ich smak.

Czemu Max zdecydował się wejść do Polski i czemu akurat do Wrocławia? CEO firmy, Richard Bergfors, myślał o ekspansji do Polski od 10 lat. W tym czasie rozwijał swoje restauracje w Skandynawii. A tych jest ponad 120, w ciągu najbliższych 10 lat Max ma przekroczyć 200 restauracji. Kilka z nich powstanie w Polsce – między innymi w Warszawie czy Gdańsku.

Mam w planach uratować świat przed McDonaldsem – mówi ze śmiechem Bergfors.

Jedząc na co dzień zupełnie inne potrawy, czułem się w Maxie jakby były jakieś święta. Święta, które spowodowały mi niezwykłe zło, bo teraz będę musiał gubić to co zjadłem, ale zrobiły mi też bardzo dobrze. No cóż, coś za coś. Ale w ten sposób waga nie idzie w dół.

P.S. Ciekawostka, wiesz, że w Poslce działa ponad 400 biznesów szwedzkich, a sami Szwedzi są bardzo zadowoleni ze współpracy z Polską i Polakami?

Related Articles

O autorze Zobacz wszystkie wpisy Autor

Szczepan Radzki

Szczepan Radzki

Twórca treści. Dziennikarz. Entuzjasta komunikacji społecznej, promotor #jkdn i sneakerhead. Biegacz i golfista amator. Zakochany w rekreacji. Siódme poty pisarskie wylewa też tutaj – http://bit.ly/1vSJEbk i na TT (@szczepanradzki), a fotki pokazuję tu insta -> @szczepanradzki

1 komentarzDodaj komentarz

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *