Zgubiłem kartę do pokoju, boli mnie ząb, plecy mam w opłakanym stanie (całe szczęście zabrałem do walizki piłkę do rolowania), prawie potrącił mnie samochód, gość orżnął mnie na 10 dolarów (nie, nie opowiem tej historii :D), zepsuł mi się powerbank (dobrze, że mam zapasowy), wydawało mi się, że sypnął się też battery pack do iPhone, rozładowała się kamera. Do tego podczas zwiedzania zmokłem tak, jakbym wskoczył do jeziora (padało z 3h, które przesiedziałem pod rusztowaniami, albo mokłem zmierzając do kolejnego sklepu – o tym jutro) i nie sądzę, że buty wyschną mi aż do powrotu do Polski. Poza tym wypaliłem w nich niechcąco dziurę na cholewce – a to Nike Air Max LD Zero HTM.

Więc lekko się wkurwiłem. 🙂

Aaaa, a jedną ulicę od mojego hotelu kolesie na rogu sprzedają dragi. Wczoraj wieczorem gość niósł w ręce wór pełen trawy, a przedwczoraj machano mi torebką z białym proszkiem przed twarzą. I nie siedzę na Bronxie, tylko na środku Manhattanu.

Nie myśl sobie, że w Nowym Jorku jest łatwo. Nie, nie, nie. W momencie kiedy moi znajomi, przyjaciele, trenerzy odpoczywają, pływają na kite, ja jestem w prawdziwej dżungli!

Ale trwam na posterunku! Jestem jak Tommy Lee Jones w ściganym, a oto mój szybki i krótki raport po kilkudziesięciu godzinach w Nowym Jorku.

Tu dominuje … klasyka

Nowy Jork jest jak … jest inny niż wszystko co widziałem w ostatnim czasie. Muszę i chcę użyć w tym miejscu jednego z moich ulubionych zdań używanych na tym blogu – informacje o śmierci Nike są przedwczesne. Podczas naszych ostatnich podróży zauważyliśmy z Kukim ciekawą prawidłowość – w Londynie, w Sztokholmie, w Barcelonie (i nie pamiętam gdzie jeszcze byliśmy) można było sytuację przy ziemi podsumować doskonale znanym BoostVibes. A jak nie Boost, to przynajmniej adidas. Europejskie miasta opanowane są adidasem, podobnie jest pewnie w Azji.

W Nowym Jorku jest inaczej, całkowicie, cholernie, niezwykle inaczej. Wchodzisz, idziesz, wypatrujesz. A tu Jordan, Nike, Jordan, Jordan, Jordan, Nike, ponownie kilka razy Jordan. Poważnie, co chwilę na ulicy widzisz kogoś z Jumpmanem na nogach. adidas? Boost? Yeezy? To domena turystów, szczególnie tych z Azji. Czasami spotkasz kogoś miejscowego (da się łatwo rozpoznać) i widać, że są to ludzie siedzący w obecnej grze, mocno się nią interesujący.

Stan Smith, cokolwiek na Booście? Na Manhattanie jest ogrom ludzi, popularne w Europie modele są tu rzadkością. Króluje to, co kiedyś było mocne, to co dyktowało trendy – ten typowo amerykański styl z butem koszykarskim, w szczególności właśnie Jordanem. Dzieci, starsi, młodsi, kobiety, mężczyźni. Bez różnicy. Przegląd butów na stopach? Szeroki. Bardzo, bardzo szeroki.

To tak jak w świecie liczb – dalej najlepiej sprzedającą się marką jest Nike, cała reszta jest za gigantem z Oregonu. Wiadomym też jest, że wzrosty są po stronie adidasa, Nike ma raczej zadyszkę spowodowaną kilkoma elementami (o tym kiedy indziej), ale ilościowo dalej króluje Nike.

I nie powiem, że to, co zobaczyłem w Nowym Jorku mi się nie podoba. Podoba, cholernie. Lubię, gdy panuje różnorodność, gdy mamy różne miejsca inspiracji i mamy o czym dyskutować. Mi zasadniczo dość daleko do promowanego m.in. przez Baksa dresowego stylu (bez złośliwości, jakby ktoś gdzieś ją chciał znaleźć), ale bardzo blisko do stylu #TylkoNYstyl, do tego innego luzu, basketu, sportu, nieco innej szerokości koszulki, lekkiego, delikatnego oversize i pasującego do masywnej łydki kicksa masywniejszego.

I to wszystko tutaj do siebie po prostu pasuje, rozmawiasz z taksówkarzem, kelnerem, kimkolwiek, znają się na sporcie. Widzisz komu kibicują, kogo lubią, jaki sport siedzi w ich sercu – nie, nie tylko koszykówka. Widzisz ogromną liczbę fanów baseballa czy futbolu amerykańskiego. Włączasz telewizor, a tu ESPN, ESPN2, Fox i programy sportowe, TNT ze swoimi blokami o atletach. Cały dzień, aż chce się oglądać. Widzisz, że gdzieś tu wisi duch Michaela Jordana urodzonego na Brooklynie, czujesz, że gdzieś przechadza się Spike Lee i żyło kilku wybitnych koszykarzy, którzy dominowali na ulicach. Czujesz to, że ten typ, który właśnie przeszedł obok Ciebie walił w szkole średniej 35+ i był kochany przez koleżanki. Tak, to ten styl, ten tak różny od tego wyhajpowanego, tak daleki od niego, tak … bliski mi.

P.S. Ah, tak właśnie powstał nowy # – #TylkoNYstyl, którego pewnie kilka razy sobie użyję.

Related Articles

O autorze Zobacz wszystkie wpisy Autor

Szczepan Radzki

Szczepan Radzki

Twórca treści. Dziennikarz. Entuzjasta komunikacji społecznej, promotor #jkdn i sneakerhead. Biegacz i golfista amator. Zakochany w rekreacji. Siódme poty pisarskie wylewa też tutaj – http://bit.ly/1vSJEbk i na TT (@szczepanradzki), a fotki pokazuję tu insta -> @szczepanradzki

1 komentarzDodaj komentarz

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *